Stoisz pod bramą cmentarza z torebką pańskiej skórki albo tureckiego miodku? To ślad dawnej jałmużny. W Zaduszki dziadom czekającym przed cmentarzem dawano chlebki za modlitwę, po jednym na każdego zmarłego w rodzinie. Piekło się je wcześniej, bo tego dnia w niektórych miejscowościach pieca nie rozpalano.
Dlaczego w Dzień Zaduszny nie palono w piecu?
Dla dawnej wsi powód był całkiem poważny. Wierzono, że w Zaduszki do rozpalonego pieca może wejść zabłąkana dusza, a to kończy się pożarem domu. Kto nie chciał kusić losu, zostawiał palenisko zimne, a chleb na ten dzień szykował zawczasu.
Na Lubelszczyźnie takie wypieki nazywano powałkami, w okolicach Ciechanowa peretyczkami. Pierwsza nazwa wzięła się stąd, że gotowe chlebki przechowywano pod powałą. Ciasto robiono z gotowanych ziemniaków, mąki, jajek i drożdży, doprawiano je i pieczono na blasze.
Po jednym chlebku na każdego zmarłego
Przed bramami cmentarzy stali w Zaduszki dziadowie, którzy w zamian za jałmużnę modlili się za dusze zmarłych. Rodzina liczyła swoich zmarłych i tyle chlebków niosła ze sobą. Taki dar należał do zaduszkowej obrzędowości, w której jedzenie i jałmużna łączyły się z pamięcią o bliskich.
Bardzo podobny zwyczaj znano w parafii Przesmyki w powiecie siedleckim. Do dziś piecze się tam drożdżowe ciasto z nadzieniem marchwiowo-makowym, nazywane marchwiakiem, struclą albo rusinkiem. Starsi mieszkańcy jeszcze w latach 40. i 50. XX wieku wspominali, że niesiono je dziadom pod cmentarz. Każdy dostawał „glonek”, czyli kawałek ciasta, za modlitwę za zmarłych. Ten sam wypiek wożono też krewnym do innych miejscowości, czasem pod nazwą „pierogi”.
Mak nie trafił do nadzienia przypadkiem. Ludowe wierzenia przypisywały mu moc usypiania i łączyły go ze światem pozaziemskim, jako pośrednika między żywymi a umarłymi. Marchew, zbierana jesienią, dodawała słodyczy.
Mapa słodyczy spod cmentarzy
Chlebki dla dziadów prawie zniknęły, ale zwyczaj kupowania czegoś słodkiego przy cmentarzu został. W każdym regionie wygląda inaczej.
- Warszawa, pańska skórka. Ciągnąca masa z cukru, białek, żelatyny, mąki ziemniaczanej i syropu, zawijana w pergamin. Słownik języka polskiego z 1908 roku pod redakcją Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego opisuje „panieńską skórkę” jako ciastko ślazowe sprzedawane w aptekach. Dawna nazwa mogła odnosić się do różowego koloru, kojarzonego z cerą młodych kobiet. W 2008 roku trafiła na Listę Produktów Tradycyjnych.
- Kraków, turecki miodek, zwany trupim. Modny od początku XX wieku. Sprzedawcy odłupywali młoteczkami kawałki z twardych brył i sypali je dzieciom do papierowych tutek. Miodu w nim nie ma, to karmelizowany cukier z orzechami i aromatami. Nazwa może jednak nawiązywać do miodu, który w obrzędach zadusznych łączono ze sferą sacrum.
- Poznań, rury. Wygięte w łuk ciastka z miodu spadziowego, karmelu i skrobi, bez jajek, tłuszczu i mleka. Ich historia liczy około stu lat, a nazwa pochodzi od rury piecyka, na której podobno je pieczono. Dziś kształt nadaje się im na butelce albo wałku.
- Lubelszczyzna, szczypka. Barwiona cukrowa pałeczka, wyglądem podobna do szczapki drewna. Kupisz ją także na regionalnych odpustach.
Jak nawiązać do tego zwyczaju przy grobach bliskich
Kiedy pierwszy raz przeczytałam o liczeniu chlebków według zmarłych, zrozumiałam, że ta słodycz spod bramy nigdy nie była zwykłą przekąską. Liczba porcji odpowiadała liczbie bliskich, których w rodzinie zabrakło. Jeśli chcesz to powtórzyć, policz bliskich, których groby odwiedzasz, i kup tyle porcji albo upiecz ciasto dzień wcześniej. Podziel się nim z kimś, kto razem z tobą wspomni tych, dla których je przyniosłaś.